Strach w panelu sterowania Riley - w filmie "W głowie się nie mieści" - to postać, która na pierwszy rzut oka wydaje się uciążliwa, wiecznie spięta i przewidująca najczarniejsze scenariusze. Jednak psychologia, a szczególnie podejście somatyczne Williama Jamesa, rzuca na tę emocję zupełnie inne światło, przypominając, że strach to przede wszystkim potężne doświadczenie płynące z ciała.
Niestety, w dzisiejszym świecie nasze ciało migdałowate często wszczyna alarm w sytuacjach, które nie zagrażają życiu, ale są postrzegane jako stresory. Stuart Shanker w metodzie Self-Reg zwraca uwagę, że stres to cokolwiek, co zakłóca naszą wewnętrzną równowagę (homeostazę).
Może on pochodzić z pięciu obszarów:
- biologicznego (np. hałas, brak snu),
- emocjonalnego (np. nagły, obezwładniający lęk, ale też sytuacje, w których czujemy kilka sprzecznych rzeczy naraz),
- poznawczego (np. nadmiar informacji),
- społecznego (np. wszelkie trudności w relacjach z innymi, sytuacje ekstremalne i obciążające, jak bycie ofiarą lub świadkiem przemocy) oraz
- prospołecznego (np. konieczność radzenia sobie z silnymi emocjami innych).
Tytułowy fioletowy ochroniarz w głowie, czyli strach - często nie odróżnia realnego niebezpieczeństwa od stresu społecznego, co prowadzi do nadmiernego pobudzenia i spadku energii. Jak pokazały badania Harry’ego Harlowa nad małpkami (film pod tekstem), poczucie bezpieczeństwa i bliskość fizyczna są dla rozwoju ważniejsze niż zaspokojenie głodu. Po prostu nasz układ nerwowy na brak kojącego dotyku i bezpieczeństwa reaguje jak na zagrożenie biologiczne.
Kiedy strach dominuje na naszym „pulpicie sterowniczym”, tracimy dostęp do kory przedczołowej, co osłabia zdolność podejmowania racjonalnych decyzji i budowania głębokich relacji. Tłumienie lęku, choć często wymagane społecznie, obniża jakość naszych interakcji i jest ogromnym wydatkiem energetycznym. Shanker podkreśla, że zamiast stosować siłę woli, by „się nie bać” (co tylko zwiększa stres), powinniśmy przejść przez pięć kroków samoregulacji:
- odczytać sygnały stresu,
- zidentyfikować stresory,
- zredukować stresory,
- uświadomić sobie przyczyny przeciążenia i
- odnaleźć źródło regeneracji.
Niezwykle pomocny jest tu dotyk - proste przytulenie (o czym pisałem m.in. w Czego o emocjach uczy nas Riley i jej "W głowie się nie mieści") aktywuje korę przedczołową i wydziela oksytocynę, która naturalnie redukuje lęk i obniża ciśnienie krwi.
W Porozumieniu bez Przemocy (NVC) lęk jest postrzegany jako posłaniec mówiący o potrzebie bezpieczeństwa, zaufania czy jasności sytuacji. Często jednak wstydzimy się swojego strachu, co prowadzi do mechanizmów obronnych, takich jak wyparcie czy zaprzeczenie, które tylko oddalają nas od zrozumienia własnych potrzeb.
Empatia kognitywna, czyli rozumienie myśli, przekonań i intencji innych osób, pozwala nam zrozumieć perspektywę drugiej osoby, ale to empatia afektywna, a więc zdolność do współodczuwania, pozwala nam poczuć, że w swoim lęku nie jesteśmy sami. Zrozumienie, że wszystkie emocje są ważne i potrzebne, pozwala nam przestać być ich niewolnikami, a zacząć być ich świadomymi obserwatorami.
Nazywanie tego, co czujemy, jest pierwszym krokiem do uspokojenia wewnętrznego chaosu i przywrócenia sprawczości na naszej emocjonalnej desce rozdzielczej.
Jeśli czujesz, że Twój „fioletowy ochroniarz” zbyt często blokuje Ci dostęp do pełni życia i spokoju, a stresory dnia codziennego sprawiają, że czujesz się wyczerpany, zapraszam Cię na rozmowę 1:1 o tym, co masz teraz w głowie. Byśmy mogli wspólnie sprawdzić, jakie potrzeby kryją się za Twoim niepokojem i jak odzyskać energię do realizacji tego, co dla Ciebie naprawdę ważne. Czasem wystarczy po prostu zostać usłyszanym, by fioletowy świat lęku zaczął nabierać jaśniejszych barw.
