Zazdrość to postać, którą w drugiej części "W głowie się nie mieści" poznajemy w chwili, gdy Riley kończy trzynaście lat i "alarm dojrzewania" uruchamia przebudowę jej emocjonalnego centrum dowodzenia.

Gdy na nią spojrzycie, to od razu zauważycie, że Zazdrość jest mała. Zdecydowanie najmniejsza spośród wszystkich emocji w kwaterze głównej Riley, co zresztą sama od razu komentuje z lekką frustracją. Ma akwamarynową skórę (tu się przyznaję od razu - kolor podał mi AI, bo w życiu bym nie wpadł na taką nazwę tego koloru), duże, błyszczące oczy, które rozszerzają się za każdym razem, gdy zobaczy coś, czego pragnie, no i nosi fioletową sukienkę w białe grochy. Jej pierwsza scena w filmie to próba wdrapania się na konsolę, której po prostu nie dosięga. Odraza natychmiast ją ucina krótkim: "Nie ma mowy". I właśnie taki jest ten obraz: Zazdrość, choć pełna energii i pożądania, zaczyna od niemożności - od dystansu między tym, czym jest, a tym, czym chciałaby być.

Głosu użycza jej Zuzanna Bernat i to nie jest bez znaczenia.

Bernat gra Zazdrość nie jak kogoś złośliwego, ale jak kogoś wiecznie zachwyconego i wiecznie pragnącego. Według mnie to postać, która nie patrzy na innych z nienawiścią, lecz z rozchylonymi ustami i błyskiem w oku. Zazdrości fryzury Odrazie. Zazdrości wzrostu wszystkim innym emocjom. A gdy Riley trafia na obóz hokejowy i poznaje starszą, pewną siebie Valentinę Ortiz, Zazdrość niemal wybucha z podziwu. Właśnie ta fascynacja Val napędza sporą część fabuły, bo to Zazdrość popycha Riley do prób zaimponowania, do naśladowania, do rezygnacji z własnego stylu gry na rzecz tego, co robi drużyna starszych dziewczyn. W pewnym sensie to właśnie Zazdrość, a nie Obawa, jako pierwsza puka do drzwi tożsamościowego kryzysu Riley.

Z perspektywy psychologicznej w filmie wydarza się coś niezwykłego: twórcy Pixara, konsultując się ze specjalistami podczas produkcji, zdecydowali się pokazać zazdrość nie jako emocję jednoznacznie destrukcyjną, lecz jako coś znacznie bardziej złożonego. I słusznie, bo psychologia od lat wskazuje na to samo. Już w 1954 roku psycholog społeczny Leon Festinger sformułował teorię porównań społecznych, która do dziś pozostaje jednym z najważniejszych narzędzi do rozumienia tego, co robimy, gdy patrzymy na innych i porównujemy ich życie z własnym. Festinger twierdził, że porównania społeczne to nie wada charakteru, lecz fundamentalna ludzka potrzeba. To sposób, w jaki oceniamy własne zdolności i opinie w sytuacjach, gdy brakuje nam obiektywnych miar. Innymi słowy: nie wiemy, czy dobrze gramy w hokeja, dopóki nie zobaczymy, jak gra ktoś inny. I w tym sensie Zazdrość pełni w głowie Riley funkcję orientacyjną - informuje ją, gdzie jest na tle innych i dokąd mogłaby zmierzać.

Badania nad zazdrością wskazują na istnienie dwóch wyraźnie różnych jej form, które psycholodzy określają jako:

  • zazdrość łagodną (benign envy) i
  • zazdrość złośliwą (malicious envy).

To rozróżnienie, opisywane m.in. w tekście Zrozumienie zazdrości (Comprehending envy w Psychological Bulletin z 2007 roku) przez Richarda Smitha i Younga-Hoon Kima, ma ogromne konsekwencje praktyczne. Zazdrość łagodna pojawia się, gdy postrzegamy sukces innej osoby jako zasłużony i osiągalny dla nas samych i zamiast pragnąć, żeby tamta osoba to straciła, pragniemy sami to zdobyć. To zazdrość, która motywuje, energetyzuje, wskazuje kierunek. Zazdrość złośliwa działa odwrotnie: pojawia się, gdy sukces innego wydaje się nam nieosiągalny lub niesprawiedliwy i nie rodzi chęci poprawy siebie, lecz chęć obniżenia wartości drugiej osoby. Zauważcie, że filmowa Zazdrość jest niemal wyłącznie tą łagodną odmianą. To właśnie dlatego jest tak ujmująca i trudno ją naprawdę polubić, a jednak nie sposób jej nie rozumieć.

Przez pryzmat metody Self-Reg prof. Stuarta Shankera można na Zazdrość spojrzeć jako na sygnał stresu w obszarze społecznym. A konkretnie tego rodzaju, który pojawia się, gdy Riley zaczyna postrzegać swoją pozycję w grupie jako niewystarczającą. Skądś to znamy. Adolescencja to czas, w którym przynależność i status społeczny stają się priorytetami dla rozwijającego się mózgu. Kora przedczołowa, odpowiedzialna za racjonalne myślenie, wciąż dojrzewa, a ciało migdałowate, czyli swego rodzaju centrum alarmowe, wyostrza się na sygnały społecznej akceptacji i odrzucenia. Dlatego spojrzenie starszej dziewczyny, ton komentarza w szatni czy to, kto z kim siada przy stole mają dla nastolatka realną wagę emocjonalną. I od razu chcę to mocno podkreślić - Zazdrość nie jest w tym kontekście słabością. Jest swego rodzaju układem nawigacyjnym, który pomaga Riley rozpoznać, gdzie należy i dokąd chce iść.

Marshall Rosenberg w swoim podejściu do komunikacji bez przemocy (NVC) zwróciłby pewnie uwagę na to, co zazdrość mówi o potrzebach. Za każdym uczuciem zazdrości kryje się informacja typu "chcę tego, co widzę u kogoś innego, ponieważ potrzebuję uznania, przynależności, sensu, mistrzostwa lub potwierdzenia własnej wartości". Przypomnijcie sobie scenę w której Riley podziwia Val i bezwiednie sięga, by dotknąć jej rudego pasma włosów - co kończy się krępującą sceną - to nie jest akt głupoty. To jest akt intensywnego pragnienia bycia widzianą przez kogoś, kogo podziwiamy. Zazdrość tutaj pyta wprost: "Dlaczego ona, a nie ja?". Ale głębiej pod tym pytaniem może leżeć inne: "Czy ja też mogę?".

Właśnie tu tkwi najważniejsza filmowa i psychologiczna lekcja tej postaci. Zazdrość, gdy jest łagodna, nie jest wrogiem - jest lustrem. Jak zauważają twórcy Pixara, Zazdrość pełni rolę odbicia, które pokazuje Riley siebie samą z zewnątrz. No i po raz pierwszy w życiu pyta: "Kim chcę być?", "Co mi imponuje?", "Jakie wartości i zdolności cenię u innych na tyle, żeby pragnąć mieć je u siebie?". To pytania, które są sercem dorastania. I choć w filmie Zazdrość bywa chaotyczna i przyczynia się do kilku towarzyskich potknięć Riley, to w kluczowym momencie - gdy trzeba stawić czoła Obawie i przywrócić Riley równowagę - staje po właściwej stronie. Ona też rozumie, że coś poszło za daleko.

Pytanie, które warto zadać sobie samemu, brzmi: jak wygląda Twoja własna Zazdrość? No właśnie, czy kiedy poczujesz, że ktoś ma coś, czego Ci brakuje np. lepszą pracę, pewność siebie, zdolności, relacje - pierwsza myśl jest o sobie czy o tamtej osobie? Czy chcesz to zdobyć, czy raczej żeby ona to straciła? Odpowiedź wiele mówi nie tylko o rodzaju zazdrości, ale też o tym, na ile czujesz się bezpiecznie z własną wartością. Bo zazdrość łagodna rośnie tam, gdzie jest poczucie sprawczości. Z kolei złośliwa - tam, gdzie pojawia się bezradność. Warto się tej różnicy przyglądać, zamiast od razu tłumić cały sygnał.

Zazdrość, jak każda emocja, jest ważna.

Pyta o nasze potrzeby i wartości. I gdy nauczymy się ją słuchać zamiast wstydzić się jej, może okazać się jednym z najlepszych drogowskazów, które mamy.

A na koniec mam dla Was bardzo fajnie opowiedzianą zazdrość. Opowiedzianą nie przez psychologa klinicznego lub kogoś, kto bada ten temat od strony naukowej, ale z perspektywy "niepsychologicznej" osoby. Zapraszam Was na spotkanie z "Odą do zazdrości , którą świetnie ujęła Parul Sehgal, amerykańska krytyczka literacki, związana ostatnio m.in. z The New Yorker jako redaktorka i New York Times jako główny krytyk.